Moja
znajomość z Aaronem pogłębiła się. Coraz częściej się spotykaliśmy,
wychodziliśmy na kawę, przychodził po mnie pod moją pracę. Zaczynałam uwielbiać
jego towarzystwo, oswajałam się z faktem, że ktoś pojawił się w moim życiu i
nie zamierza się odwrócić, jak to było dotychczas. Nie wiedziałam tylko, czy
mogłabym mu bezgranicznie zaufać. Wiedziałam, że on jest ze mną szczery i z
dokładnością opowiada mi swoje pasje, historie. Ja czułam ogromną chęć
wyrzucenia z siebie moich wspomnień z dzieciństwa, lecz bałam się. To było
naprawdę okropne uczucie. Z jednej strony brązowowłosy wydawał się być bardzo
wyrozumiałym człowiekiem, który na pewno zatrzymałby te informacje tylko i
wyłącznie dla siebie, lecz z drugiej znaliśmy się krótko i nie chciałam od razu
prezentować swojej całej osobowości.
Tego dnia znów spotkaliśmy się, przypadkiem.
Wracałam zmęczona z pracy, Aaron w gruncie rzeczy też. Zauważył mnie, jadąc
samochodem. Od naszej znajomości jego nawykiem było wracanie okrężną drogą, by
mógł przejeżdżać obok mojego miejsca pracy, dlatego też praktycznie codziennie
spotykaliśmy się o tej samej porze. Ja o 18:00 kończyłam pracę w dziale
rekrutacji, a on wracał z wieczornego treningu.
Tak jak zwykle, wsiadłam do jego samochodu i
oboje przywitaliśmy się ciepłym uśmiechem. Byłam przygotowana na to, że skręci
w lewo i za dosłownie minutę wysiądziemy, by napić się ciepłej kawy, jednak ku
mojemu zdziwieniu skręciliśmy w uliczkę, która najwidoczniej prowadziła do
mieszkania Walijczyka. Nie powiem, byłam ogromnie zaskoczona. Znowu delikatnie
ubolewałam nad tym, że muszę wykonać pierwszy raz jakiś dalszy krok, co trochę
mnie stresowało. Przeczuwałam, że wizyta w mieszkaniu brązowookiego nie będzie
dla mnie komfortowa.
- Wszystko w porządku?- Jego spokojny, ale
zarazem troskliwy głos otulił moje uszy.
- Oczywiście.- Posłałam mu dość sztuczny uśmiech.
Chyba się na to nie nabierze.
- Oj musimy sobie trochę porozmawiać.- Uśmiechnął
się, kątem oka zerkając na moją twarz, oczekując reakcji.
- Czyżby?- Mój nastrój nieco się zepsuł. Jak
wspominałam wcześniej, nie byłam pozytywnie nastawiona do tego typu spotkania.
Oczywiście wiedziałam, że kiedyś nastąpi ten przełomowy moment, że będę musiała
trochę się zwierzyć Aaronowi, ale nie spodziewałam się, że nastąpi to tak
szybko. Owszem, mogłam zrezygnować i postawić kontrargument, ale nie chciałam
już od tego uciekać. To było bardzo dziecinne zachowanie.
- Według mnie rozmowa jest najważniejszym punktem
w poznaniu człowieka. Można wysnuwać wiele spekulacji o drugiej osobie, kreować
w głowie obraz, ale po co? Z reguły jestem praktycznym facetem, ale posiadam
trochę uczuć i przez własne doświadczenie wiem, że rozmowa przynosi wiele. To
praktycznie wychodzi na to samo, jakbyś uczęszczała na zajęcia z psychologiem.
Zdaję sobie sprawę z faktu, że możesz nie mieć do mnie pełnego zaufania, ale no
chociażby podam tu przykład psychologa. Uczęszczasz na jakieś zajęcia, obnażasz
swoje wszystkie zmartwienia przed obcą osobą, która tak właściwie może
powtórzyć to wszystko kolejnym innym. Fakt, że po jego imieniu przypisuje się
stanowisko psychologa, nie zawsze może oznaczać, że jest z Tobą w stu
procentach szczery.
- Przepraszam, Aaron, ale to zabrzmiało tak,
jakbyś chciał usłyszeć moje wyżalenia, a później powtórzyć je komuś.
- Przepraszam, że tak to zrozumiałaś, ale miałem
co innego na myśli. Katherine, myślisz, że byłbym w stanie plotkować na Twój
temat? Zresztą niby do kogo? Przecież nikt z mojego towarzystwa Cię nie zna,
chyba..- No tutaj akurat miał rację.
Naszej dość zaciętej rozmowy nie zakończyliśmy,
gdyż dotarliśmy do domu brązowookiego. Z nieco tęgą miną wysiadłam z samochodu
i poczekałam przy schodach, aż otworzy drzwi. Już wstęp naszej rozmowy ogromnie
zbił mnie z tropu. Aaron przegiął, nie powinien nalegać, jeśli nie chcę się
zwierzać, to nie i koniec kropka. Z drugiej strony byłam mu bardzo wdzięczna za
tą dociekliwość i troskę, bo pomimo wszystko jest przy mnie i stara się mnie
jakoś zrozumieć. To wszystko zaczęło się ze sobą przeplatać w tak bezsensowny
sposób, aż zgubiłam cały wątek. Prowadzić rozmowę, czy nie prowadzić? W tym
momencie naprawdę nie wiedziałam, co byłoby lepszym rozwiązaniem.
Wnętrze domu było wprost idealnie urządzone. Nie
spodziewałam się, że mężczyzna może mieć tak wyrafinowany gust, jeśli chodzi o
dekorowanie pomieszczeń. Choć pewnie to zasługa ekipy, która zajmuje się tego
typu sprawami. Ramsey, jak to piłkarz zarabiał krocie, stać go było na takie
rzeczy. To samo pewnie tyczyło się higieny. Żaden typowy facet nie potrafi
utrzymać takiej czystości, jaka była w Jego mieszkaniu, chyba, że Aaron to
wyjątek. Rozpoczęłam zwiedzanie salonu i innych pomieszczeń, w momencie gdy
Walijczyk zaszył się w kuchni, by zaparzyć herbatę. Całe mieszkanie było
przesiąknięte charyzmą, jakową posiadał jego właściciel. Na ścianach wisiały
klubowe zdjęcia: z treningów, wygranych meczów, pucharów. W specjalnej gablotce
leżały zdobyte przez Arsenal medale. Naprawdę było co podziwiać. Nie
wspominałam już o samym wyposażeniu, na które każda kobieta dostałaby chyba
palpitacji serca. Było cudownie i niezmiernie nastrojowo.
- I jak się podoba?- Aaron wybił mnie z
zamyślenia.
- Po prostu wow. Całokształt jest fantastyczny!-
Wzięłam głęboki oddech. Byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona.
-Pewnie przeszło Ci przez myśl, że to zasługa
ekspertów, więc jeśli to prawda, to się myliłaś.- Posłał mi szeroki uśmiech.-
Mieszkanie pomogła urządzić mi mama i mojego brata dziewczyna. Miałem delikatnie
obawy co do tego, ale no chyba jest dobrze.- Zaśmiał się.
Tutaj brązowowłosy przedstawił się z nieco
gorszej perspektywy. Nie wiem, dlaczego głębiej zastanowiłam się nad tymi
słowami, ale poczułam, że przyciąga wagę do pieniędzy. Jest chyba dobrze ? Powinien się cieszyć, że w ogóle to ma, ale
fakt, większość tego typu gwiazd, tak jak wspomniałam wcześniej- zarabiają
fortunę, stać ich dosłownie na wszystko. A szary człowiek, jak ja, może tylko
pomarzyć o luksusach.- No, powiało trochę zazdrością.
-Ciesz się, sporo osób nie wie, co to ciepła woda
w domu.- Odpowiedziałam ze smutkiem, przypominając sobie dzieciństwo. Od tego
momentu mój nastrój kompletnie się zepsuł. I chyba doszłam do wniosku, że
powinnam uświadomić Aarona, kim tak właściwie jestem. Rozumiem, że
przyciągnęłam go tym, że różnię się od dzisiejszych kobiet, ale.. no właśnie,
ale.
To zdanie było początkiem poważniejszej rozmowy.
Ramsey przeprosił za swoje zachowanie, tłumacząc, że nie oto konkretnie mu
chodziło. Dodał, że włożył wiele pracy w to, co teraz otrzymał. I to, że
zarabia tyle pieniędzy, nie oznacza, że są one dosłownie za nic.
Rozsiadłam się wygodnie na kanapie, obok niego, i
trzymając w ręku kubek z gorącą herbatą, rozpoczęłam mój jakże długi monolog o
moim prawdziwym życiu.
- Mi jest naprawdę trudno o tym mówić, a zresztą
nawet nie wiem, w końcu jesteś pierwszą osobą, której się zwierzam. Moje
dzieciństwo nie należało do udanych. Kiedy ty chodziłeś do sportowej szkoły,
uczęszczałeś na treningi, grałeś z kolegami w rugby i piłkę nożną po lekcjach,
ja modliłam się o to, by nie zostać zamordowana przez własnego ojca.- Ostatnie
słowa mocno wbiły go w siedzenie.- Moi rodzice od swoich wczesnych lat borykali
się z nałogami, byli alkoholikami. Na ojca wpływało to o tyle negatywnie, że
pod wpływem alkoholu był zdolny do okropnych rzeczy. Bił matkę i nas- tak w
gruncie rzeczy doszło do śmierci mojego brata.- Wstrzymałam na chwilę oddech,
czując narastającą gulę w gardle. – Ale o tym później. Przez kilka lat byliśmy
zastraszani, matka bała się nas ochronić, bo wiedziała, że wtedy ojciec ją
zaatakuje. Wiele razy trafialiśmy z pobiciami do szpitala, woziła nas wtedy
babka. Aby nie złożyć zeznań na rodziców, tłumaczyła się, że spadliśmy ze
śliskich schodów, przewróciliśmy się na rowerach. Za każdym razem jej pomysły
po prostu nas śmieszyły. Nie mogliśmy sprawić, by policja odkryła prawdę. Nie
mieliśmy świadków, a sami byliśmy jeszcze zbyt młodzi, by na trzeźwo zbadać
sytuację i zbudować efektywny dowód. Wszyscy wokoło bali się ojca, rodzina,
sąsiedzi, znajomi. Pytani o sytuację w naszym domu, za każdym razem twierdzili,
że wszystko jest w należytym porządku. Miarka przebrała się przed kilkunastoma
laty. Dochodziły święta Bożego Narodzenia, rodzice jak zwykle wrócili napici,
ale to już było naprawdę ponad poziom. Pamiętam jak z bratem chowaliśmy się za
szafą, pod łóżkiem, by nas nie znaleźli. Ojciec był wtedy okropnie zły, jeszcze
nigdy nie widziałam go w tym stanie. Baliśmy się i to okropnie. Oczywiście
wiedzieliśmy, że na naszych ciałach znów przybędzie kilka ran, ale nie
spodziewaliśmy się, że nasz stworzyciel posunie się aż tak daleko. To właśnie
wtedy Lucas został zamordowany. Jedyny plus tego wydarzenia to taki, że rodzice
trafili do więzienia, dziadkowie podobno też- za fałszywe zeznania. Mojego
brata od tamtego momentu już nie było na świecie, a ja na same święta trafiłam
do domu dziecka. Zagubiona, roztrzęsiona wytrzymałam do osiemnastego roku
życia, wynajęłam mieszkanie za drobny dorobek, wysyłając prozę do publikacji,
potem znalazłam pracę i tak ciągnę do dziś.- Czułam ogromną ulgę, wypowiadając
ostatnie zdanie z monologu.
Nie spodziewałam się takiej reakcji Ramseya, ale
tak, rozpłakał się, tuląc się do mojego ramienia. Mnie sama historia nie
rozczulała tak bardzo, jak kilka lat temu, jednak widok roztrzęsionego Aarona
sprawił, że po prostu rozpadłam się na milion drobnych kawałków. Oparłam czoło
o jego głowę i pozwoliłam na upust łez. Nie spodziewałam się, że przyjdzie mu
to zrozumieć z takim cierpieniem.
Historia bardzo mnie zaciekawiła, uwielbiam głównych bohaterów oraz emocje jakie im towarzysza. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. :-)
OdpowiedzUsuń