31.10.2014

Trzeci.



 Moja znajomość z Aaronem pogłębiła się. Coraz częściej się spotykaliśmy, wychodziliśmy na kawę, przychodził po mnie pod moją pracę. Zaczynałam uwielbiać jego towarzystwo, oswajałam się z faktem, że ktoś pojawił się w moim życiu i nie zamierza się odwrócić, jak to było dotychczas. Nie wiedziałam tylko, czy mogłabym mu bezgranicznie zaufać. Wiedziałam, że on jest ze mną szczery i z dokładnością opowiada mi swoje pasje, historie. Ja czułam ogromną chęć wyrzucenia z siebie moich wspomnień z dzieciństwa, lecz bałam się. To było naprawdę okropne uczucie. Z jednej strony brązowowłosy wydawał się być bardzo wyrozumiałym człowiekiem, który na pewno zatrzymałby te informacje tylko i wyłącznie dla siebie, lecz z drugiej znaliśmy się krótko i nie chciałam od razu prezentować swojej całej osobowości.
Tego dnia znów spotkaliśmy się, przypadkiem. Wracałam zmęczona z pracy, Aaron w gruncie rzeczy też. Zauważył mnie, jadąc samochodem. Od naszej znajomości jego nawykiem było wracanie okrężną drogą, by mógł przejeżdżać obok mojego miejsca pracy, dlatego też praktycznie codziennie spotykaliśmy się o tej samej porze. Ja o 18:00 kończyłam pracę w dziale rekrutacji, a on wracał z wieczornego treningu.
Tak jak zwykle, wsiadłam do jego samochodu i oboje przywitaliśmy się ciepłym uśmiechem. Byłam przygotowana na to, że skręci w lewo i za dosłownie minutę wysiądziemy, by napić się ciepłej kawy, jednak ku mojemu zdziwieniu skręciliśmy w uliczkę, która najwidoczniej prowadziła do mieszkania Walijczyka. Nie powiem, byłam ogromnie zaskoczona. Znowu delikatnie ubolewałam nad tym, że muszę wykonać pierwszy raz jakiś dalszy krok, co trochę mnie stresowało. Przeczuwałam, że wizyta w mieszkaniu brązowookiego nie będzie dla mnie komfortowa.
- Wszystko w porządku?- Jego spokojny, ale zarazem troskliwy głos otulił moje uszy.
- Oczywiście.- Posłałam mu dość sztuczny uśmiech. Chyba się na to nie nabierze.
- Oj musimy sobie trochę porozmawiać.- Uśmiechnął się, kątem oka zerkając na moją twarz, oczekując reakcji.
- Czyżby?- Mój nastrój nieco się zepsuł. Jak wspominałam wcześniej, nie byłam pozytywnie nastawiona do tego typu spotkania. Oczywiście wiedziałam, że kiedyś nastąpi ten przełomowy moment, że będę musiała trochę się zwierzyć Aaronowi, ale nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko. Owszem, mogłam zrezygnować i postawić kontrargument, ale nie chciałam już od tego uciekać. To było bardzo dziecinne zachowanie.
- Według mnie rozmowa jest najważniejszym punktem w poznaniu człowieka. Można wysnuwać wiele spekulacji o drugiej osobie, kreować w głowie obraz, ale po co? Z reguły jestem praktycznym facetem, ale posiadam trochę uczuć i przez własne doświadczenie wiem, że rozmowa przynosi wiele. To praktycznie wychodzi na to samo, jakbyś uczęszczała na zajęcia z psychologiem. Zdaję sobie sprawę z faktu, że możesz nie mieć do mnie pełnego zaufania, ale no chociażby podam tu przykład psychologa. Uczęszczasz na jakieś zajęcia, obnażasz swoje wszystkie zmartwienia przed obcą osobą, która tak właściwie może powtórzyć to wszystko kolejnym innym. Fakt, że po jego imieniu przypisuje się stanowisko psychologa, nie zawsze może oznaczać, że jest z Tobą w stu procentach szczery.
- Przepraszam, Aaron, ale to zabrzmiało tak, jakbyś chciał usłyszeć moje wyżalenia, a później powtórzyć je komuś.
- Przepraszam, że tak to zrozumiałaś, ale miałem co innego na myśli. Katherine, myślisz, że byłbym w stanie plotkować na Twój temat? Zresztą niby do kogo? Przecież nikt z mojego towarzystwa Cię nie zna, chyba..- No tutaj akurat miał rację.
Naszej dość zaciętej rozmowy nie zakończyliśmy, gdyż dotarliśmy do domu brązowookiego. Z nieco tęgą miną wysiadłam z samochodu i poczekałam przy schodach, aż otworzy drzwi. Już wstęp naszej rozmowy ogromnie zbił mnie z tropu. Aaron przegiął, nie powinien nalegać, jeśli nie chcę się zwierzać, to nie i koniec kropka. Z drugiej strony byłam mu bardzo wdzięczna za tą dociekliwość i troskę, bo pomimo wszystko jest przy mnie i stara się mnie jakoś zrozumieć. To wszystko zaczęło się ze sobą przeplatać w tak bezsensowny sposób, aż zgubiłam cały wątek. Prowadzić rozmowę, czy nie prowadzić? W tym momencie naprawdę nie wiedziałam, co byłoby lepszym rozwiązaniem.

Wnętrze domu było wprost idealnie urządzone. Nie spodziewałam się, że mężczyzna może mieć tak wyrafinowany gust, jeśli chodzi o dekorowanie pomieszczeń. Choć pewnie to zasługa ekipy, która zajmuje się tego typu sprawami. Ramsey, jak to piłkarz zarabiał krocie, stać go było na takie rzeczy. To samo pewnie tyczyło się higieny. Żaden typowy facet nie potrafi utrzymać takiej czystości, jaka była w Jego mieszkaniu, chyba, że Aaron to wyjątek. Rozpoczęłam zwiedzanie salonu i innych pomieszczeń, w momencie gdy Walijczyk zaszył się w kuchni, by zaparzyć herbatę. Całe mieszkanie było przesiąknięte charyzmą, jakową posiadał jego właściciel. Na ścianach wisiały klubowe zdjęcia: z treningów, wygranych meczów, pucharów. W specjalnej gablotce leżały zdobyte przez Arsenal medale. Naprawdę było co podziwiać. Nie wspominałam już o samym wyposażeniu, na które każda kobieta dostałaby chyba palpitacji serca. Było cudownie i niezmiernie nastrojowo.
- I jak się podoba?- Aaron wybił mnie z zamyślenia.
- Po prostu wow. Całokształt jest fantastyczny!- Wzięłam głęboki oddech. Byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona.
-Pewnie przeszło Ci przez myśl, że to zasługa ekspertów, więc jeśli to prawda, to się myliłaś.- Posłał mi szeroki uśmiech.- Mieszkanie pomogła urządzić mi mama i mojego brata dziewczyna. Miałem delikatnie obawy co do tego, ale no chyba jest dobrze.- Zaśmiał się.
Tutaj brązowowłosy przedstawił się z nieco gorszej perspektywy. Nie wiem, dlaczego głębiej zastanowiłam się nad tymi słowami, ale poczułam, że przyciąga wagę do pieniędzy. Jest chyba dobrze ? Powinien się cieszyć, że w ogóle to ma, ale fakt, większość tego typu gwiazd, tak jak wspomniałam wcześniej- zarabiają fortunę, stać ich dosłownie na wszystko. A szary człowiek, jak ja, może tylko pomarzyć o luksusach.- No, powiało trochę zazdrością.
-Ciesz się, sporo osób nie wie, co to ciepła woda w domu.- Odpowiedziałam ze smutkiem, przypominając sobie dzieciństwo. Od tego momentu mój nastrój kompletnie się zepsuł. I chyba doszłam do wniosku, że powinnam uświadomić Aarona, kim tak właściwie jestem. Rozumiem, że przyciągnęłam go tym, że różnię się od dzisiejszych kobiet, ale.. no właśnie, ale.
To zdanie było początkiem poważniejszej rozmowy. Ramsey przeprosił za swoje zachowanie, tłumacząc, że nie oto konkretnie mu chodziło. Dodał, że włożył wiele pracy w to, co teraz otrzymał. I to, że zarabia tyle pieniędzy, nie oznacza, że są one dosłownie za nic.

Rozsiadłam się wygodnie na kanapie, obok niego, i trzymając w ręku kubek z gorącą herbatą, rozpoczęłam mój jakże długi monolog o moim prawdziwym życiu.
- Mi jest naprawdę trudno o tym mówić, a zresztą nawet nie wiem, w końcu jesteś pierwszą osobą, której się zwierzam. Moje dzieciństwo nie należało do udanych. Kiedy ty chodziłeś do sportowej szkoły, uczęszczałeś na treningi, grałeś z kolegami w rugby i piłkę nożną po lekcjach, ja modliłam się o to, by nie zostać zamordowana przez własnego ojca.- Ostatnie słowa mocno wbiły go w siedzenie.- Moi rodzice od swoich wczesnych lat borykali się z nałogami, byli alkoholikami. Na ojca wpływało to o tyle negatywnie, że pod wpływem alkoholu był zdolny do okropnych rzeczy. Bił matkę i nas- tak w gruncie rzeczy doszło do śmierci mojego brata.- Wstrzymałam na chwilę oddech, czując narastającą gulę w gardle. – Ale o tym później. Przez kilka lat byliśmy zastraszani, matka bała się nas ochronić, bo wiedziała, że wtedy ojciec ją zaatakuje. Wiele razy trafialiśmy z pobiciami do szpitala, woziła nas wtedy babka. Aby nie złożyć zeznań na rodziców, tłumaczyła się, że spadliśmy ze śliskich schodów, przewróciliśmy się na rowerach. Za każdym razem jej pomysły po prostu nas śmieszyły. Nie mogliśmy sprawić, by policja odkryła prawdę. Nie mieliśmy świadków, a sami byliśmy jeszcze zbyt młodzi, by na trzeźwo zbadać sytuację i zbudować efektywny dowód. Wszyscy wokoło bali się ojca, rodzina, sąsiedzi, znajomi. Pytani o sytuację w naszym domu, za każdym razem twierdzili, że wszystko jest w należytym porządku. Miarka przebrała się przed kilkunastoma laty. Dochodziły święta Bożego Narodzenia, rodzice jak zwykle wrócili napici, ale to już było naprawdę ponad poziom. Pamiętam jak z bratem chowaliśmy się za szafą, pod łóżkiem, by nas nie znaleźli. Ojciec był wtedy okropnie zły, jeszcze nigdy nie widziałam go w tym stanie. Baliśmy się i to okropnie. Oczywiście wiedzieliśmy, że na naszych ciałach znów przybędzie kilka ran, ale nie spodziewaliśmy się, że nasz stworzyciel posunie się aż tak daleko. To właśnie wtedy Lucas został zamordowany. Jedyny plus tego wydarzenia to taki, że rodzice trafili do więzienia, dziadkowie podobno też- za fałszywe zeznania. Mojego brata od tamtego momentu już nie było na świecie, a ja na same święta trafiłam do domu dziecka. Zagubiona, roztrzęsiona wytrzymałam do osiemnastego roku życia, wynajęłam mieszkanie za drobny dorobek, wysyłając prozę do publikacji, potem znalazłam pracę i tak ciągnę do dziś.- Czułam ogromną ulgę, wypowiadając ostatnie zdanie z monologu.
Nie spodziewałam się takiej reakcji Ramseya, ale tak, rozpłakał się, tuląc się do mojego ramienia. Mnie sama historia nie rozczulała tak bardzo, jak kilka lat temu, jednak widok roztrzęsionego Aarona sprawił, że po prostu rozpadłam się na milion drobnych kawałków. Oparłam czoło o jego głowę i pozwoliłam na upust łez. Nie spodziewałam się, że przyjdzie mu to zrozumieć z takim cierpieniem.

1 komentarz:

  1. Historia bardzo mnie zaciekawiła, uwielbiam głównych bohaterów oraz emocje jakie im towarzysza. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. :-)

    OdpowiedzUsuń