11.10.2014

Drugi.

 Pozytywny nastrój, który złapał mnie po nawiązaniu znajomości z Aaronem, szybko się ulotnił. Zbyteczne nadzieje na odświeżenie kontaktów międzyludzkich zanikły kilka dni później, kiedy powyższa osoba nie dawała o sobie znać. Dzień zaczęty prawą nogą, skończył się tak, jakbym wstała właśnie tą lewą. Wszystko wróciło do szarej rzeczywistości: praca, dom, praca, dom. Z jednej strony byłam do tego przyzwyczajona i nie chciałam zmian, ale z drugiej okropnie nienawidziłam mojego życia. Nie potrafiłam go ułożyć jak normalny człowiek. Wiedziałam, że całej winy nie mogę przelewać tylko i wyłącznie na siebie, musiałam wracać do wspomnień i liczyć się z tym, że w którymś londyńskim więzieniu przesiadują moi rodzice, a dziadkowie (o ile jeszcze żyją) spłacają swój duchowy dług. Rozpocząć życie od początku było bardzo trudno, ze względu na powracające wspomnienia. Myślałam, że sytuacja zmieni się, gdy poznam owego mężczyznę bardziej, ale dotychczasowa teoria, że mam pecha do mężczyzn, sprawdziła się po raz kolejny. A zresztą, chyba nie potrafiłabym być w związku, poza tym nigdy nie byłam. Mężczyźni byli dla mnie odległym tematem. Przez ciąg wydarzeń w mojej młodości nie miałam nawet ochoty zastanawiać się nad pojęciem miłości. Byłam wtedy na skraju psychicznego załamania, tak w ogóle to jak niby miałam rozmyślać o uczuciach, gdy najbliżsi tego mi nie okazywali? Nie miałam od kogo nauczyć się jak mam przekazywać miłość innym, kompletnie nie znałam tego uczucia. 

 Tego dnia zima rozpętała się na dobre. Śnieg zaczął padać jak szalony już z samego rana, a gdy wracałam po południu z pracy były już niewielkie zaspy. Świąteczną atmosferę można było wyczuć dosłownie nawet w najgłębszym zakamarku Londynu, a była dopiero połowa listopada! Nie mogłam wytrzymać i postanowiłam wybrać się na drobne przedświąteczne zakupy. 
Tak w ogóle to nie wiem, skąd wzięło się u mnie to przywiązanie do śniegu i Bożego Narodzenia, gdyż to właśnie wtedy, dzień przed świętami, straciłam brata, dom, rodzinę i zostałam przewieziona do domu dziecka. Boże Narodzenie spędziłam wśród całkiem obcych mi osób. W jeden dzień nie mogłam nawiązać z kimś kontaktu, tym bardziej, że nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Z początku ten cały ośrodek, który teraz przypominał mi jakiś zakład karny, był dla mnie totalną abstrakcją. Nie docierało do mnie w ogóle, dlaczego się tu znalazłam. Byłam jeszcze młodą osobą, nie rozumiejącą pewnych spraw, ale pamiętam, że to było okropne uczucie, poza tym nawet teraz święta spędzałam kompletnie sama. W pracy wymieniliśmy się drobnymi upominkami i na tym się zakończyło, resztę spędzałam w czterech ścianach, wpatrując się na oświetlony Londyn przez pokojowe okno. Dlatego też powinnam nienawidzić tego okresu, hańbić je, a mimo wszystko zawsze byłam podekscytowana na samą myśl o tym, że spadnie śnieg, a za chwilę będą święta. Możliwe, że tak dział na mnie wygląd stolicy, który aż zapierał dech w piersiach. Wszędzie ozdobne lampki, dekoracje, a ja w takich sytuacjach oddawałam się refleksjom, wodzom fantazji, zapominałam o bożym świecie, nie przejmując się życiem, typowymi obowiązkami, przykrymi wydarzeniami z przeszłości:  Byłam tylko ja i moja zwiędła dusza, która marzyła, szukała choć odrobiny szczęścia.
Taka już jestem, dziwna i charyzmatyczna, tajemnicza i ciekawa. Trudno mi było określić swoją osobowość jednym słowem.

Wyposażyłam się już w drobne upominki dla kolegów z pracy i zrobiłam podstawowe zakupy do domu. Mój nastrój nieco się poprawił i mogłam spokojnie wrócić do czterech ścian, delektując się pierwszymi zajawkami zimy. 
To, co spotkało mnie koło mojego mieszkania było po prostu cudowne! Przy bramce stał praktycznie zamarznięty Aaron, trzymając w jednej dłoni sportową torbę, a w drugiej pudełko czekoladek, które mi wręczył za przyjemne pierwsze spotkanie. Nie miałam innego wyjścia, musiałam zaprosić go do siebie, co było dla mnie czymś nowym, niepewnym. W gruncie rzeczy nie znałam go dobrze i wahałam się, w końcu mój dom, tak samo jak i ja, był przepełniony ogromną pustką. Nie byłam przyzwyczajona do faktu, że ktoś mnie odwiedzał. Oczywiście w tej sytuacji musiałam zachować się całkiem inaczej, bo przecież nie chciałam, by moje życie było schematyczne, jak dotychczas, do tego brązowooki był zmarznięty i musiał się ogrzać.
- Tutaj jest salon. Rozgość się. Ja zrobię coś ciepłego do picia i zaraz wrócę.- Uśmiechnęłam się delikatnie, oswajając się z zaistniałą sytuacją. Spotkanie z blondynem było dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Byłam przygotowana na fakt, że tamten wieczór był pierwszy i ostatni, ale jak widać  myliłam się. 
Po pięciu minutach wróciłam z gorącą miodowo-imbirową herbatą i owsianymi ciasteczkami. Włączyłam TV, by nie było zbyt niezręcznie i zaczęliśmy po prostu ot tak rozmawiać, z początku na błahe tematy, schodząc to głębszego poznawania się.
- Zobaczyłem Cię i od razu wydałaś mi się drobną, zranioną duszyczką. Wyróżniałaś się, zaciekawiłaś mnie. Jesteś inną osobą, niż Ci wszyscy wokół, ja to czuję. Każdy dąży za tymi samymi wartościami w życiu, ty wydajesz się być odwrotnością, posiadasz swoje własne aspekty, których się trzymasz i to jest sednem w całym funkcjonowaniu.
Jego słowa po prostu mnie zszokowały. Nie wiedziałam, skąd on zna tyle prawdy na mój temat. Przecież wszystko to, co przed chwilą powiedział było czystym odzwierciedleniem mojego ciała, duszy. 
- Też jesteś inny. Praktycznie nikt nie utrzymuje ze mną kontaktów, chyba właśnie odrażają się tym, że kreuję swoje odrębne postawy na dany temat, nie pchając się w świat dzisiejszych trendów.  Było to dla mnie wielkim zaskoczeniem, że bez zawahania podszedłeś do mnie. Oczywiście nie jestem jakąś całkowicie charyzmatyczną osobą. Fizycznie potrafię zachować się jak typowy człowiek, psychicznie niestety już nie. Wszystko za sprawą przeszłości, ale było minęło. Co tam masz?- Uśmiechnęłam się z zakłopotaniem i zwróciłam wzrok na czarną torbę, chyba zabrnęłam zbyt daleko.
- Właśnie wracałem z treningu. Jestem piłkarzem.- Dumnie wypowiedział ostatnie zdanie.
- Proszę, proszę! Tak profesjonalnie, czy dla swojej satysfakcji?- Dopytywałam się o wszystko, nawet jeśli wydawało się to być głupie. Chciałam, by zapomniał o moich słowach, związanych z problemami.
- Moja historia też jest lekko uwikłana problemami, ale tak, profesjonalnie. Nie wiem, ale pewnie znasz Arsenal.
- Problemy ścigają każdego.- Robiło się niezręcznie.- Arsenal? No słyszałam, w końcu to północ stolicy, ale żeby się tym bardziej interesować to chyba nie. Ale poczekaj! Nie mów, że..
- Tak, jestem piłkarzem Arsenalu.- Posłał mi ciepły uśmiech.
- O matko! To chyba jakiś sen, naprawdę!- Moje zdziwienie nie miało końca, wyglądałam pewnie jak jakiś sezonowiec, ale z jednej strony to było bardzo krępujące, a z drugiej czułam się cudownie.
- Ale nie bierz tego w ten sposób do siebie. Nie chcę, byś traktowała mnie jak znaną osobę. Jestem przeciętnym człowiekiem, który robi, to co lubi, nic więcej.- Odpowiedział poważniejszym tonem.

Rozmowa kleiła nam się znakomicie. Ramsey- tak miał na nazwisko, opowiadał mi dosłownie o wszystkim. Z refleksyjnej rozmowy powstała dość luźna konwersacja, która niezmiernie mi się spodobała. Jeszcze nigdy nie miałam okazji porozmawiać z kimś w ten sposób. Pierwszy raz oderwałam się od typowej, szarej rzeczywistości. Znajomość z Brytyjczykiem była dla mnie czymś naprawdę cennym.
- Jestem w stosunku do Ciebie bardzo szczery, mam nadzieję, że i ty będziesz.- Jego słowa totalnie wybiły mnie z tropu, gdy się żegnaliśmy. Było to chyba nawiązaniem do mojego wcześniejszego monologu, gdzie wypsnęło mi się kilka słów na temat mojej przeszłości. 
- Też mam taką nadzieję.- Odpowiedziałam bezradnie, czując kompletny mętlik w głowie. 
I co ja miałam teraz zrobić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz