6.10.2014

Pierwszy.

  Dzisiaj spadł pierwszy śnieg. Przechadzałam się uliczkami mrocznego Londynu, kiedy z nieba zaczęły spadać białe płatki śniegu. Wyglądało to przecudnie. Biały deszcz rozjaśniał urok ciemnej nocy, a wszystko dookoła mieniło się w złoto-białych barwach. Z jednej strony uwielbiałam tę porę roku, a z drugiej ogromnie nienawidziłam. Wszystko przez rodzinne wspomnienia, które zniszczyły moją psychikę doszczętnie.
 Z reguły byłam dość ciekawą osobowością, jednym może wydawać się nawet, że byłam dość dziwna. Nie patrzyłam racjonalnie na świat- oczywiście teoretycznie. W praktyce zachowywałam się jak typowy przeciętny człowiek, wewnętrznie byłam całkiem inną osobowością, wprost mieszanką wybuchową. Byłam bystrym człowiekiem, rozsądnie stąpałam po ziemi i nie bałam się wyzwań, ale również miałam słabą psychikę, niekiedy potrafiły mnie ranić nawet najmniejsze błahostki. Jeśli chodzi o ludzi, potrafiłam ocenić każdego, nawet osobę całkiem mi obcą. Nie wiem, to był chyba jakiś specjalny dar, ponieważ nigdy nie pomyliłam się, tworząc portret przypadkowego człowieka w mojej głowie. Miałam bujną wyobraźnię, może dlatego przychodziło mi to z taką łatwością, byłam wzrokowcem, potrafiłam oczami prześwietlić dosłownie cały ludzki organizm, a zdolności psychiczne pomogły mi w zbudowaniu owego portretu.  Uwielbiałam również pisać, kiedyś przedstawię Wam mój własny zakątek, położony w centrum Londynu. Wieczorami, taki jak dzisiejszy uwielbiałam się zamyślać, to przynosiło mi wiele wspaniałych pomysłów, co do dalszej pracy nad moimi dziełami. Oczywiście nie byłam jakąś ekspertką z tej dziedziny, pisałam tylko i wyłącznie dla siebie, z własnych chęci, nikt nie widział mojej twórczości (oprócz banałów wysyłanych do gazet w celach zarobkowych, ale to później). Wiedziałam o niej tylko ja. Moja rodzina ogromnie przyczyniła się do uwarunkowania mojej psychiki. Ostatni raz widziałam się z nimi ponad trzynaście lat temu. Tego dnia nie zapomnę nigdy, było to dzień przed Wigilią.
 Rodzice jak zwykle wrócili pijani do domu. Wspólnie z bratem schowaliśmy się za szafą w moim pokoju, by uniknąć awantury. Baliśmy się, zresztą jak zawsze. To co działo się u nas w domu, było po prostu nierealne. Za każdym razem, kiedy przychodzili pod wpływem alkoholu, wyżywali się na nas. Byliśmy traktowani po prostu jak przedmioty, wiele razy lądowaliśmy ciężko pobici w szpitalu, przychodzili wtedy z nami dziadkowie, tłumacząc, że spadliśmy ze schodów, zlecieliśmy z huśtawki w szkole. Trzymali ich stronę, wprawdzie czuć było od nich ogromny ból i przerażenie, kiedy patrzyli się na nasze cierpienie, ale też bali się rodziców, bali się, że ich też zaatakują. Nigdy nie mogłam zrozumieć tego zachowania, od tamtego momentu byłam święcie przekonana, że w życiu trzeba liczyć tylko i wyłącznie na siebie, inni są Twoimi wrogami. Ostatniego dnia było już najgorzej, rodzice znaleźli nas za tą szafą. Tato przyszedł z kuchennym nożem, wymierzył nam kilkanaście ciosów. Jedyne co z tego pamiętam, to fakt, że mama później płakała, nie wiedziałam jednak, dlaczego, w końcu dla niej też byliśmy nikim. Zaczęłam normalnie funkcjonować dopiero w szpitalu. Przebudziłam się, słysząc kłótnię mojej babci z policjantem? Tak mi się wydawało.
-Sąsiadka zadzwoniła po pogotowie, rodziców dziecka znaleziono w stanie nietrzeźwości. Odciski palców Pani syna zostały znalezione na nożu, którym okaleczył Katherine, a zabił Lucasa i proszę mi nie wnosić fałszywych zeznań, bo zostanie Pani ukarana. 
Przewróciłam machinalnie oczami, słysząc kolejne, tandetne kłamstwo babci. Oni wszyscy byli tacy sami! Najgorzej wstrząsnęła mną informacja o zabójstwie Luke'a. 
- Gdzie jest Luke?!- Krzyknęłam ochrypłym, zmęczonym głosem, czując kłujący ból w klatce piersiowej. - Babciu, powiedz prawdę! Powiedz proszę, że wiele razy kłamałaś, by chronić rodziców. Co jest z Lucasem?! 
Tego dnia zostałam na tym wielkim świecie całkowicie sama. Zostałam poinformowana, że Lucas zmarł w wyniku obrażeń, a rodzice trafili na dwadzieścia pięć lat do więzienia. Dziadkowie również dostali wezwanie do sądu za fałszywe zeznania, ale nie wiem konkretnie co ich spotkało. Ja trafiłam do domu dziecka. Byłam całkowicie wyobcowanym człowiekiem, ale dzięki temu stałam się poważną, odważną osobą. Po skończeniu osiemnastu lat opuściłam miejsce, dzięki któremu wróciłam do formy, po przykrej historii pozostały jedynie ślady na ciele i delikatny uraz w głowie, nic więcej. Przez te kilka lat zdołałam uzbierać trochę pieniędzy na życie. Widząc swój potencjał w pisaniu, postanowiłam pisać bezsensowne wiersze, opowiadanka do gazet, za które dostawałam trochę funtów. To pozwoliło mi rozwinąć skrzydła i wynająć niewielkie mieszkanie w Londynie. Znalazłam też dorywczą pracę, jako sekretarka w dziale rejestracji na jednej z londyńskich uczelni. Nie było to nic oryginalnego, ale dawało się przeżyć. 
Przymknęłam oczy na to wspomnienie, ale nie rozżalałam się zbytnio na ten temat. Bywały momenty, że płakałam całą noc, myśląc o tym fakcie. Teraz pomyślałam jedynie, że w końcu kogoś musiał spotkać taki los, w końcu nie każdy ma życie usłane różami a, że padło na mnie to już nie moja wina. 
Przystanęłam na sekundę przy jakimś mostku, by chwilę odetchnąć i poczuć jak w moje nozdrza wbija się świeże, rześkie, mroźne powietrze. Przystanęłam tak na około dziesięć minut, było mi tak cudownie, że nie potrafiłam oderwać się od tej chwili. Wspaniale jest rozluźnić się na moment i poczuć jak wolny od wszystkiego człowiek.
- Piękny widok, prawda?- Obok mnie pojawił się dość wysoki mężczyzna, o dość nietypowej fryzurze, wyraźnych rysach twarzy, które podkreślał wyraźny zarost.
-Uwielbiam zimę.- Z moich ust wydarły się tylko dwa słowa, które wypowiedziałam bez entuzjazmu.
- Dość dziwne. Masz ciepłą karnację, ale faktycznie Twoje tęczówki przeszywają człowieka na wskroś, jak sople lodu.- Zaśmiał się delikatnie, ukradkiem spoglądając na moją twarz.
Niemożliwe. To było po prostu niemożliwe. Jeszcze nikt nie zwrócił uwagi na mój wzrok, a Jego ocena była bardzo prawdziwa.
Odwzajemniłam uśmiech, po czym odwróciłam się twarzą do Niego:
- Jesteś bardzo bystrym mężczyzną. Twoje oczy natomiast są bardzo ciepłe. Śmiem nawet stwierdzić, że robi się cieplej od dłuższego patrzenia na te brązowe tęczówki.
- Aaron.-Wyciągnął dłoń w moim kierunku.
- Katherine.- Uścisnęłam ją, czując jak ciepło rozpływa się po jego żyłach.
Nie sądziłam, że wymiana słów minie nam tak sprawnie. Odkąd pamiętam miałam problemy z nawiązaniem takich kontaktów, wszystko przez drobny uraz, nie chciałam cierpieć przez faceta, tak jak kiedyś przez ojca.
Mimo wszystko wystarczyło kilka chwil, byśmy nawiązali w pewnym rodzaju głęboką więź. 
Spacerowaliśmy jeszcze przez jakiś czas po ośnieżonych uliczkach Londynu i pozwoliliśmy, by ten delikatny puch osadzał się na naszym ciele. 
Nie zorientowałam się nawet, kiedy przechodziliśmy obok mojego mieszkania. 
- Wypadałoby się pożegnać. - Rozpoczęłam, przystając na klatce.
- To już tutaj? Na przyszłość będę pamiętał, gdzie mam Cię szukać, Katie.-Uśmiechnął się
, wyciągając jeszcze raz dłoń w moją stronę. - Naprawdę było mi bardzo miło Cię poznać.
- Mi również.- Znów uścisnęłam ją mocno i posłałam mu delikatny uśmiech.
- Dobranoc.- Dodał.
- Dobranoc.- Odpowiedziałam i odeszłam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz